czwartek, 22 grudnia 2011

Maciej Gdula mówi nam o wolności

Trudna wolność. Emmanuel Levinas jako Wojciech Jaruzelski.




Od kolejnej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego minęło już, co prawda, kilka dni, ale nie chcieliśmy sobie odmówić „przyjemności” odniesienia się do tekstu Macieja Gduli pt. ”Trzy razy wolność” zamieszczonego na stronie Kultury Liberalnej oraz (a jakże) Krytyki Politycznej.

Jako człowiek nauki, doktor socjologii, Maciej Gdula rozpoczyna swój tekst od sugestii, że prawica to idioci, co jest aksjomatem i nie trzeba tego rozwijać ani udowadniać. To jest oczywiste arcysamo przez się, jak powiedziałaby Wisława Szymborska. Główna teza pana Gduli jest jednak taka, że przy interpretacji stanu wojennego prawdziwość, wiarygodność informacji czy weryfikacja hipotez nie są najważniejsze. Kluczowe jest odniesienie do problemu wolności. No właśnie! Co tam jakieś dokumenty, prace historyków i takie tam bzdury będą mówić Maciejowi Gduli, co ma myśleć. On jest socjologiem i wie lepiej, że najważniejsza, panie, to wolność jest.

Wolność ta może mieć trzy bardzo różne formy.

Wolność prawicowa. Nie polega ona oczywiście (cóż za naiwność) na chęci interpretowania przeszłości z pomocą jak najstaranniej zgromadzonych i przeanalizowanych dokumentów. Nie polega ona na próbie poważnej rozmowy o tychże dokumentach, rozmowy bez tabu, bez świętych krów. Polega ona (wg Macieja Gduli) wyłącznie na suwerenności wyznaczania kto jest szczerym patriotą a kto zdrajcą.

Wolność nie-prawicowa nr 1. Najlepiej po prostu zacytujmy: opiera się na zestawieniu ze sobą wolności łatwej i wolności ciężkiej. Łatwa wolność nie musi przejmować się konsekwencjami i jest czysto negatywna. Opiera się na niedojrzałych odruchach i wybujałych oczekiwaniach. Trudna wolność opiera się na zasadzie rzeczywistości. To zdolność nie ulegania pokusie populizmu i przyjmowania odpowiedzialności za skutki swoich działań. W tej optyce wprowadzenie stanu wojennego było roztropnym stosowaniem wolności, które powstrzymywało nieprzewidywalny rozwój sytuacji.

Niestety, pan Maciej nie wyjaśnia źródeł takiego sposobu postrzegania wolności i stanu wojennego. Po prostu oznajmia to, jako socjolog. Nie wyjaśnia też dlaczego akurat taki sposób wymienił jako jeden z trzech najważniejszych. Jeśli chodziło o punkt widzenia przeciwny prawicowemu, a równie, jak tamten „popularny” to owszem, prosimy bardzo. Pan Maciej nie wyjaśnił jednak, że jest to punkt widzenia aparatu władzy PRL w hardcore'owym stężeniu. Świadczy o tym choćby rozmowa z Albinem Siwakiem w najnowszym numerze Angory z 18 grudnia.

Wolność nie-prawicowa nr 2. odwołuje się do napięcia, jakie istnieje między zarządzaniem społeczeństwem a demokracją. Administrowanie może prowadzić do wzrostu dobrobytu i lepszego zaspokojenia potrzeb, ale polega na wyłączaniu kolejnych sfer życia spod kontroli obywateli i umiejętnym ukrywaniu ciemnych stron wzrostu. Kryzysy są momentami powrotu wypieranych kosztów dobrobytu i jednocześnie wiążą się z ożywieniem odruchów wolnościowych. Pojawia się dążenie do rozszerzenia demokracji i przejścia od zarządzania społeczeństwem do samorządzenia społecznego. Stan wojenny był interwencją, która te nadzieje przekreśliła.

Ta trzecia interpretacja jest, oczywiście, bardzo chwalebna i „w ogóle”. Jednak rozpływa się w brei ogólników i nic nie znaczących okrągłych frazesów. Nie tylko stan wojenny przekreślił nadzieję na „samorządność”. Przekreśliły ją również działania Wałęsy i jego zwolenników, które w sposób jawny wprowadziły w związku dyktaturę wodza. W Youtube można obejrzeć zarejestrowane posiedzenie zarządu(?) Solidarności, na którym Karol Modzelewski (w końcu nie prawicowy oszołom) rezygnuje ze stanowiska rzecznika związku i uzasadnia to, a inni domagają się jawności i kolektywnego podejmowania decyzji. Stan wojenny był tylko kropką na „i”, przypomnieniem, że ze strony partii robotnicy nie mogą się spodziewać poparcia dla swoich wywrotowych pomysłów.

Drugi problem, jaki mamy z tym argumentem jest bardziej współczesny. Otóż uważamy, że dążenia do rozszerzenia demokracji i przejścia od zarządzania społeczeństwem do samorządzenia społecznego bynajmniej nie zanikły (pan Gdula ubolewa, że głos zwolenników samorządzenia jest dziś głosem najsłabszym). One po prostu są ulokowane nie tam, gdzie powinny być wg Macieja Gduli. Nie koncentrują się wokół obrony Dotleniacza Rajkowskiej, a wokół Krzyża, czyli „na prawicy” mówiąc w ogromnym skrócie.

Uważamy za znamienne dla polskich ćwierć intelektualistów utyskiwanie na brak w Polsce mitycznego społeczeństwa obywatelskiego. A skąd, pytamy grzecznie, to społeczeństwo miałoby się wziąć??? Z powietrza? Z bardzo mądrych rozpraw drukowanych w kwartalnikach o nakładzie 500 egz? Jak uczy Tocqueville w „O demokracji w Ameryce”, świadomość obywatelska bierze się z praw. Zarówno z praw do decydowania o swoim losie, jak i równie ważnego prawa do własności. Kiedy obywatel może zgromadzić własny majątek, którym ma prawo zarządzać, uczy się też odpowiedzialności i zarządzania dobrem wspólnym. Społeczeństwo polskie pozbawione jest jednego i drugiego prawa, ale to już nie jest przedmiotem troski lewackich inteligentów.

Przykład: jednym z niewielu w III RP aktów przyznania ludziom prawa do własności była PiS-owska ustawa o wykupie „za złotówkę” mieszkań spółdzielczych i komunalnych. To właśnie takie działania realnie przyczyniają się do postępu cywilizacyjnego, dźwignięcia Polski z poziomu posowieckiego bantustanu do poziomu zachodniej demokracji. Ustawa ta przyznała ludziom prawo własności do dóbr, za które już dawno po wielkroć zapłacili, często kosztem lat wyrzeczeń. Trudno oprzeć się wrażeniu, że żadna siła polityczna oprócz PiS nie ma chęci ani możliwości uchwalić takiej ustawy. PO podobno ma projekt ustawy jeszcze lepszej i bardziej prospołecznej, ale przez 4 lata jakoś nie udało im się go zrealizować. Nie twierdzimy, że PiS jest wcieleniem wszystkich cnót, patriotyzmu i społeczeństwa obywatelskiego. Ale jest obecnie jedyną siłą polityczną, która przejawia jakąkolwiek świadomość podobnych problemów i chęć ich rozwiązywania. Tego oczywiście, pan Gdula et consortes pozwalają sobie nie zauważać.

Wydaje nam się, że rozważania Macieja Gduli można podsumować następująco: stanu wojennego nie da się jednoznacznie ocenić. Można sobie na jego temat dywagować, różnie interpretować, osadzać w różnych narracjach. Trudno uznać którąś z tych narracji za uprzywilejowaną. Oczywiście interpretacja prawicowa jest gorsza od wszystkich innych narracji. Nie z jakiegoś konkretnego powodu. Po prostu dlatego, że jest prawicowa.


Właściwie cały ten tekst byłby nudny jak flaki z olejem, gdyby nie jeden fakt. Pan Maciej Gdula jest synem Andrzeja Gduli. Jak podaje wikipedia, Andrzej Gdula w latach 80. bylł podsekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych. Od 1986 pracował w Komitecie Centralnym PZPR, gdzie kierował najpierw Wydziałem Społeczno-Prawnym, a od 1989 do rozwiązania partii w styczniu 1990 Wydziałem Prawa i Praworządnosci. Od lat 90. działał w sektorze prywatnym, zasiadał w radach nadzorczych (m.in. Banku Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych, Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych). Jak podaje Jerzy Jachowicz: w PRL zasłużony pracownik MSW, jak sam mówił robił tam karierę dzięki „swojemu przyjacielowi” Czesławowi Kiszczakowi. Gdula, będąc w KC PZPR, nadzorował służby specjalne PRL, w tym działanie tajnej sekcji D (dezintegracji i dezinformacji) w IV Departamencie MSW. W III RP doradca prezydenta Aleksandra Kwasniewskiego.

Ten fakt, podobnie jak stan wojenny, również można interpretować na różnych płaszczyznach. Na płaszczyźnie moralnej oburzające jest to, że syn PRL-owskiego aparatczyka ma czelność mówić cokolwiek o wolności w kontekście stanu wojennego, bo skąd miałby wiedzieć cokolwiek o wolności (chyba, że mówimy o jakże trudnej wolności pałowania i zabijania ludzi, którzy w sposób roszczeniowy żądają łatwej bezmyślnej wolności)

Na płaszczyźnie, hmm, innej można ująć to inaczej. Poglądy pana Gduli są produktem jego habitusu, czyli środowiska prlowskiej nomenklatury, która w wolnej Polsce „działa w sektorze prywatnym”. Nic więc dziwnego, że narracja prawicowa jest tu ośmieszoną karykaturą rzeczywistej narracji prawicowej, a narracja władz PRL nie jest nazwana narracją władz PRL tylko jedną z wielu możliwych, równoprawnych narracji. Z kolei narracja „samorządności” przedstawiona jest bez jakiegokolwiek odniesienia do rzeczywistych procesów i tendencji, jako nieobecna utopia. Rozumiemy, że takie stawianie sprawy jest niezbędnym przystosowaniem się do wymogów środowiska w którym aktualnie obraca się pan Gdula. Mimo wszystko, nawet w tym środowisku narracja Jaruzelskiego nie mogłaby być przedstawiana jako jedyna poważna i „obowiązująca”.

Uważamy też, że obie interpretacje stanowiska Macieja Gduli (moralna i „krytyczna”) są równoprawne. Ale jeśli ktoś uważa, że sposób moralny jest prawicowy, a więc nieakceptowalny, może zostać przy sposobie „krytycznym”. Wisi nam to.


Dygresja


Domyślamy się, że dla członków i sympatyków KP, fakt że jeden z założycieli stowarzyszenia jest synem byłego cywilnego nadzorcy służb specjalnych PRL, nie jest w żaden sposób kłopotliwy ani żenujący, a tym bardziej kompromitujący. Domyślamy się, że może być on nawet powodem dumy wynikającej z prostej antyprawicowej przekory. Z naszej strony wywołanie tego tematu wynika natomiast wyłącznie ze skłonności do dzikiej lustracji, zoologicznego antykomunizmu (jak mawiał klasyk) oraz krystalicznie czystej frustracji spowodowanej brakiem własnych sukcesów. Nie udało nam się niczego osiągnąć, więc skręca nas z zazdrości, kiedy widzimy, że innym się udało. Dlatego wyciągamy tym innym różne brudy, żeby sobie zrekompensować wspomnianą frustrację. Konkretnie mówiąc, nie udało nam się wydać książki.

Kiedy chcieliśmy wydać książkę, spytaliśmy o radę naszego byłego wykładowcę, którego nie znaliśmy prywatnie, podobnie jak Sławomir Sierakowski nie znał Zbigniewa Bujaka. Niestety, nasz wykładowca nie przekazał nam bezinteresownie 10 tys. zł na wydanie książki, jak to zrobił Bujak przed wydaniem pierwszego numeru Krytyki. Nasz wykładowca powiedział, że książka bardzo mu się podoba, ale ograniczył się do wskazania nam wydawnictwa, które mogłoby być zainteresowane wydaniem tego. Niestety, nie było. Dlatego nie dowiemy się, czy gdyby przekazał nam te 10 tys., to Adam Michnik wykupiłby cały pierwszy nakład.


Wesołych Świąt





Maciej Gdula: Trzy razy wolność

http://www.krytykapolityczna.pl/Opinie/GdulaTrzyrazywolnosc/menuid-1.html


Jerzy Jachowicz: III RP w szponach SB

http://uwazamrze.pl/2011/08/13532/iii-rp-w-szponach-sb/


"Andrzej Gdula", Wikipedia

http://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_Gdula


Nagranie posiedzenia zarządu (?) Solidarności. Tytuł i "czołówka" trochę egzaltowane, ale ważne jest, co pokazano.

http://www.youtube.com/watch?v=_fGuBVK-Ha8

8 komentarzy:

  1. świetny post, jesteście potrzebni

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy można z Waszym kolektywem obalić flachę? :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ależ dziękujemy za oba życzliwe komentarze. Mimo wrodzonego cynizmu, zgryźliwości i nabytej frustracji, oczywiście bardzo lubimy być chwaleni więc prosimy się nie krępować. Przepraszamy, że odpowiadamy dopiero teraz, ale tym razem nie mieliśmy czasu (zazwyczaj nam się nie chce). Co do obalenia flaszki to z powodów, mówiąc ogólnie, technicznych, jest to obecnie trudno wykonalne, choć teoretycznie możliwe. Jesli ktoś chciałby dowiedzieć się szczegółów, zapraszmy na maila. Trzeba kliknąć naszą nazwę pod zakładką "O mnie".

    OdpowiedzUsuń
  4. O mecenasie Stanisławie Szczuce i jego córce Kazimierze Szczuce opowieść - film reż. Krzysztofa Wojciechowskiego:
    http://www.youtube.com/watch?v=F1T27nzu6y8&feature=player_embedded
    -słabo zrealizowany film(kasa misiu...),ale z Krytyki Politycznej rozmowy mmmm....

    OdpowiedzUsuń
  5. ps.
    o ,,Wolności,, z filmu:
    Dunin(Kinga) w 29 minucie filmu mówi mniej więcej tak – „karty są rozdane, debata się skończyła, są ludzie z którymi można rozmawiać, ale są ludzie których trzeba wykluczyć”.

    OdpowiedzUsuń
  6. "ale w polsce nigdy nie było komunizmu!' bez komentarza

    OdpowiedzUsuń
  7. dunin ostro pojechała ze swoją nowoczesną liberalną debatą publiczną, i wykluczeniem ekstermistów, przerażające

    OdpowiedzUsuń
  8. "Terror. Uleganie tym prymitywnym patriotom to terror."

    http://wyborcza.pl/1,75480,11111313,Wilhelm_Sasnal__Dzisiaj_omijam_zawisc.html

    OdpowiedzUsuń